W dzisiejszych czasach mało kto by pomyślał, że szachy mogą dostarczyć emocji na poziomie porównywalnym co najmniej z Ligą Mistrzów. Opisana tutaj sytuacja nie tylko nosi znamiona tychże emocji, ale jest też swoistym kuriozum. W 2001 roku dwaj mieszkańcy Majorki wyszli na popołudniową siestę. Po posiłku i odpoczynku stwierdzili, że zagrają w szachy. Odeszli w dość ustronne miejsce, aby mieć pewność, że nikt nie będzie zakłócał ich spokoju. Partia okazała się być zacięta, żaden z Panów nie zamierzał odpuszczać, jednocześnie obaj wykazywali się niesamowitym, strategicznym myśleniem.

Trzy dni po wyjściu męża z domu, żona jednego z nich zaniepokojona zadzwoniła na policję i zgłosiła zaginięcie męża. Dzień później tak samo zrobiła żona drugiego z nich. Panów uznano za zaginionych. Poszukiwania nie przynosiły efektu. Po siedmiu tygodniach intensywnych poszukiwań, zaniechano dalszych działań. Dwóch Panów uznano za zaginionych.

Tymczasem pojedynek szachowy trwał na dobre. Mijały dni, tygodnie i miesiące i żaden z bohaterów tej historii nie wykazywał oznak słabości. W międzyczasie odbyły się symboliczne pogrzeby, rodzina przeszła żałobę i wszyscy starali się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Finał tej historii jest tak zdumiewający, że nawet my, redakcja FakeNews24.pl przecieramy oczy ze zdumienia.

W ubiegłym tygodniu do chatki, w której przebywali Panowie weszli robotnicy z firmy budowlanej. Poinformowali graczy, że mają nakaz rozbiórki obiektów na tej działce, ponieważ lotnisko wykupiło ten teren i będą powiększać parking. Panowie chcąc nie chcąc musieli opuścić miejsce. Zbierając pionki z szachownicy jeden powiedział: Pamiętaj, że teraz Twój ruch, dokończymy w domu. Na informację, iż to jego ruch, drugi Pan zaczął się panicznie śmiać i płakać, twierdząc, że on cały czas czekał, ponieważ był pewien, że teraz kolej jego przeciwnika.

Panowie pobili się i wzajemnie oskarżyli o zmarnowanie sobie 19 lat życia. Miejmy nadzieję iż w Hiszpanii sądy działają sprawniej niż w Polsce. Inaczej mogą nie doczekać rozstrzygnięcia tego sporu.