REKLAMA

Prankster. Chyba każdy kto choć raz zapuścił się w otchłań YouTube spotkał się tym określeniem. Mówiąc najprościej jak można, prankster to osoba, która robi tak zwane pranki, czyli wkręca i oszukuje inne osoby. Cel takiego zabiegu jest dwoisty. Po jednej stronie mamy ofiarę żartu i jej reakcję uchwyconą na filmie – mamy content na kanał YouTube. Po drugiej stronie mamy producenta, który świadomie wykorzystuje niewiedzę ofiary, zdobywając tym samym uznanie w sieci, nie zawsze jednak moralnie uzasadnione. Można powiedzieć, iż jest to taka ukryta kamera, która ewoluowała z poziomu czystego humoru na poziom humoru etycznie podważalnego.

Spotkaliśmy się z Michałem Badzyńskim (21l.) z Warszawy, pranksterem, który pragnie zachować anonimowość. Michał kręci pranki od około 8 miesięcy. Jak mówi sam o sobie, jest mistrzem we wkręcaniu ludzi.

Jestem mistrzem we wkręcaniu ludzi.

Michał przez osiem miesięcy intensywnej pracy wkręcił już ponad 70 osób. Nagrał w tym czasie 16 filmów, które na YouTube przekroczyły łącznie 8 milionów wyświetleń. Michał na wkręcaniu ludzi zarobił już 6-cyfrową kwotę. Zazdrościmy. Poprosiliśmy Michała, żeby opowiedział nam o swoim najlepszym pranku.

To było w ubiegłe wakacje. Kręciliśmy pranki  w Warszawie. Scenariusz był taki, że będę podchodził do przypadkowych dziewczyn i łapał je za piersi. O matko, jakie to było zabawne. Do tej pory jak o tym myślę to nie mogę się nadziwić, jak dobry to był prank. Reakcje były różne, najczęściej to zdziwienie i zmieszanie.

Zapytaliśmy prankstera, czy takie zachowania uchodzą na sucho.

REKLAMA

Na ogół tak, ale nawet jak ktoś zaczyna przejawiać agresję to wystarczy powiedzieć: It’s a prank BRO! Co w tłumaczeniu oznacza, że ktoś jest w ukrytej kamerze. To sprawia, że z ludzi uchodzi ciśnienie i rzadko kto się dalej gniewa.

Dalej interesowała nas kwestia tego, czy faktycznie nigdy nie spotkał się z agresją ze strony wkręconych.

O tak! Tak na prawdę teraz to jest mój drugi kanał. Zacząłem już dwa lata temu, ale któregoś razu prank się nie udał. Dowcip polegał na tym, że podchodziliśmy do dobrze zbudowanych facetów i prowokowaliśmy zaczepki. Raz nie zdążyłem powiedzieć że to prank, koleś był agresywny jak bestia. Zaraz wyskoczyli jego kumple i nas dojechali. Mnie i resztę ekipy. Krzyczeliśmy ile sił: It’s a prank! ale oni chyba nie rozumieli. Okradli nas ze sprzętu. Przeleżeliśmy 4 miesiące na OIOMie. W tym czasie zasięgi nam pospadały, YouTube nas zbanował i trzeba było rozpocząć od początku.

Jak widzicie, zawód prankstera wiąże się z dużym ryzykiem, ale i odpowiedzialnością. A co wy myślicie o takiej formie ukrytej kamery?

REKLAMA
FOTOhttps://www.pexels.com