REKLAMA

Warszawa, Plac Konesera 1. To tu znajduje się Muzeum Polskiej Wódki. W związku z pandemią COVID-19 Muzeum zostało zamknięte dla zwiedzających do odwołania. W obiekcie pozostały wyłącznie służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo obiektu – ochroniarze z grupy Real (prosimy nie mylić z Juventusem). Okoliczności w jakich zostawieni zostali sami sobie pracownicy ochrony były aż nadto piękne, aby ich odpowiednio nie wykorzystać.

Scenariusz jak na dobry film

Wczoraj wieczorem do obiektu, bez wcześniejszej zapowiedzi wkroczyli pracownicy działu IT. Musieli oni pilnie zresetować serwery odpowiedzialne za działanie poczty. Już na stróżówce doświadczyli niezwykle nerwowego i dziwnego zachowania pełniącego dyżur ochroniarza, który to wręcz błagał ich, aby wyszli.

Mówił, żebyśmy wyszli. Że on sam zresetuje serwery. Kiedy powiedzieliśmy, że do tego trzeba fachowej wiedzy, Pan Mietek zaproponował każdemu z nas po 100 złotych. To sprawiło iż zapaliła nam się czerwona lampeczka. Wezwaliśmy Dyrektora Marketingu na miejsce. I Bogu dzięki.

Gdy na miejsce przybyły posiłki z kadry zarządzającej Pan Mietek w panice porzucił stanowisko pracy i uciekł. Do tej pory szuka go Policja. Kiedy Zarząd wszedł do sal wystawowych ich oczom ukazał się widok, który ciężko jest opisać.

Od wejścia unosił się zapach alkoholu. Kiedy szukałem włącznika światła potknąłem się o coś, jak się okazało, to był Pan Wojtek, ochroniarz. Kiedy światło rozbłysło, zobaczyliśmy totalnie zdewastowane witryny, doszczętnie opróżnione butelki po wódce, pudełka po pizzach i kebabach. Pomiędzy nimi leżeli pracownicy ochrony.

Na miejsce przyjechała Policja. Wszystkich ochroniarzy Muzeum Wódki Polskiej, poza Panem Mietkiem zatrzymano. Część z nich zaczyna trzeźwieć, część wymaga intensywnej opieki medycznej. Pan Darek, najbardziej kontaktowy z ochroniarzy tak opisuje zdarzenie:

REKLAMA

Jak tylko zamknęli muzeum to pomyślałem, że nikt nie zorientuje się jak zniknie butelka. Tylko, że ja umiaru nie mam. Wypiłem trzy butelki. Rano znalazł mnie zmiennik, który również pił do odcięcia. I tak zmiana za zmianą, aż wszyscy się tu znaleźliśmy. Naszym żonom powiedzieliśmy, że nas na kwarantanne wzięli do zakaźnego na Woli i był spokój. Co z nami teraz będzie!?

Jak się dowiedzieliśmy, alkohol był ubezpieczony, ale niestety nikt i nic nie zwróci wartości sentymentalnej jaką ze sobą niosły ponad 200-letnie butelki. Ochroniarzom zostaną postawione zarzuty działania na szkodę Państwa Polskiego.

REKLAMA